Pokazywanie postów oznaczonych etykietą playstation vita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą playstation vita. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

RECENZJA: Assassin's Creed III Liberation (PSVITA)

Assassin’s Creed 3 Liberation (PSVita)
Deweloper: Ubisoft Sofia
Data wydania: 2012

      Pewnie niewielu graczy o tym wie, ale święcąca triumfy seria Assassin’s Creed miała swój debiut na przenośnej konsoli PSP w 2009 roku wraz z tytułem Assassin’s Creed Bloodlines. Była to dość uproszczona wersja dalszych przygód Altaira. Wraz z następcą PSP dostajemy kolejną przenośną grę z serii i tym razem już o uproszczeniach nie ma mowy, o czym może świadczyć fakt, że już niebawem na konsolach stacjonarnych oraz pecetach zawita wersja HD tej gry. 

Fabuła: W Assassin’s Creed Liberation po raz pierwszy wcielamy się w postać kobiecą, a jest nią ciemnoskóra, arystokratyczna Aveline de Grandpre. Akcja rozgrywa się w latach 1765-1777 w Nowym Orleanie i okolicach. Ponownie na tle autentycznych wydarzeń politycznych trwa zacięta wojna między bractwem zabójców i zakonem templariuszy. Bardzo szybko zostajemy wprowadzeni w obecną sytuację, poznajemy sprzymierzeńców, zasady panujące w otaczającym nas świecie i cele naszych działań. Jedyne czego zabrakło to nieco więcej opowieści o przystąpieniu Aveline do bractwa.
  

Gameplay: Pełnoprawny, przenośny, w niczym nie ustępujący edycjom na stacjonarne konsole Assassin’s Creed. Trzon rozgrywki w serii AC zawsze stanowił zdobywanie informacji o co ważniejszych członkach zakonu templariuszy oraz ich sprytna eliminacja, i to nie uległo zmianie. Nasza bohaterka bez problemu wspina się bo budynkach, skacze po dachach i śmiga po drzewach. Dodatkowym środkiem lokomocji jest tutaj kajak w terenach bagiennych. Standardowo podczas wykonywania musimy misji śledzić wskazaną osobę, przekupić kogoś, odnaleźć ukryte poszlaki lub ostatecznie wyeliminować przeciwnika. Nowością jest sposób w jaki możemy to wszystko zrobić.
W ekwipunku naszej bohaterki znalazły się oczywiście ukryte ostrza, bomby dymne, pistolet, oraz zupełnie nowa broń: rurka ze strzałkami, dzięki której możemy eliminować cele z odległości i w zupełnej ciszy. W nawigacji pomaga dotykowy ekran, ułatwiający wybór broni i przemieszczanie się po menu. Oprócz stroju zabójcy nasza bohaterka potrafi przebrać się za niewolnicę lub arystokratkę, co ma swoje dodatkowe właściwości i ograniczenia. Niewolnica jest bardziej podatna na ataki, ale potrafi łatwiej przemknąć niezauważenie obok strażników np. niosąc skrzynię. Natomiast na uroczysty bal idealnie nadaje się strój arystokratki z bronią palną ukrytą w niewinnie wyglądającej parasolce. Jednak długa suknia uniemożliwia wspinanie po budynkach i ogranicza zdolności bojowe.
Zdobyte pieniądze przeznaczamy na ulepszanie ekwipunku, wykupywanie sklepów i miejscówek pozwalających zmieniać stroje. Dodatkowo oprócz zadań głównych dostępna jest pokaźna ilość misji pobocznych oraz mini gierka, w której dowodzimy flotą statków i handlujemy z innymi miastami. Musimy zadbać o zakup statków, towarów i sprawdzać gdzie opłaca się najbardziej je przetransportować i sprzedać. Te bardziej korzystne szlaki transportowe mogą być zagrożone przez ataki piratów oraz sztormy, mogące pozbawić nas towaru lub całego statku.
  

Wykonanie: Zdecydowana czołówka wśród gier na Vitę oraz jedna z najlepiej wyglądających gier na przenośne sprzęty. Tekstury są dokładne a dobrze wykonane oświetlenie pozwala odczuć porę dnia prezentując otoczenie o poranku, w blasku popołudniowego słońca lub zbliżającej się nocy. Modele postaci są szczegółowo wykonane i poruszają się bardzo naturalnie. Gdy zdobędziemy szczyt wysokiego budynku lub wieży, będziemy mogli podziwiać wspaniałą panoramę miasta i okolicznych terenów. Udźwiękowienie stoi na dobrym poziomie. Miasto żyje swoim życiem a napotkane osoby zajęte są swoimi sprawami. Jedynie muzyka nieco zbyt często się powtarza, przez co szybko zapada w pamięć i powszednieje.
  

Warto zagrać: Marka Assassin’s Creed zobowiązuje. Każda odsłona serii szybko wciąga i nie pozwala oderwać się od gry aż do samego końca. Tak samo jest przypadku Liberation. Wszystkie kluczowe elementy znane ze „stacjonarnych” odsłon zostały tutaj zawarte. Wśród zalet tej produkcji na pewno warto wymienić swobodę w przemieszczaniu się po obszernych miejscówkach, liczne i urozmaicone zadania, dopracowane sterowanie oraz wykonanie stojące na najwyższym poziomie.
Na ukończenie samego wątku fabularnego trzeba poświęcić około 8-9 godzin, a dodając do tego zadania poboczne, wykupywanie sklepów, szukanie znajdziek i handel morski, mamy bite 20 godzin rozrywki na najwyższym poziomie. Jeśli dodatkowo komuś przypadnie do gustu strategiczny tryb multiplayer polegający na zdobywaniu wpływów w krajach na całej kuli ziemskiej, to na pewno Vita nie wyląduje na półce tak szybko.
  

Mogło być lepiej: Niestety grając w tą jakże świetną grę często miałem to uczucie, że pod kilkoma względami mogła być dużo lepsza. Przede wszystkim nie wykorzystano pełnego potencjału opowiedzianej historii oraz pochodzenia głównej bohaterki. Wskakujemy niemal od razu w skórę zahartowanej asasynki, nie wiedząc tak naprawdę dlaczego została wytrenowana i jak odnalazła swoją drogę do bractwa. Podczas grania, w tle niemal cały czas przygrywa nam ten sam podkład muzyczny, który moim zdaniem powinien być nieco bardziej urozmaicony. Temat zażaleń zamykają drobne błędy, które potrafią sporadycznie wedrzeć się i nieco namieszać oraz nieco zbyt niska rozdzielczość.
  
Podsumowanie: Pełnoprawna części wspaniałej serii Assassin’s Creed mieszcząca się w dłoniach. W przypadku Bloodlines na PSP było dobrze, a tutaj jest rewelacyjnie. Polecam!


Ocena: 8/10

niedziela, 28 lipca 2013

RECENZJA: Shinobido 2 Revenge Of Zen (PSVITA)

Deweloper: Acquire
Data wydania: 2012


Posiadacze Playstation 2 nie mogli narzekać na brak gier traktujących temat zamaskowanych skrytobójców. Wojownicy ninja występowali chociażby Tenchu 3, Tenchu Fatal Shadows, Red Ninja: End Of Honor. Jednak zdecydowanie najlepszą i najlepiej ocenianą grą było wydane w 2006 roku Shinobido. Na obecną generację konsol nie mamy wielu tytułów związanych z tematyką ninja, a jeśli już występują to w formie action-slasherów jak Ninja Gaiden i Ninja Blade. Nasi wojownicy biegają po ścianach, walczą z helikopterami, demonami i ogromnymi smokami. A co z chowaniem się w cieniu, podchodami i cichymi zabójstwami? Tą tematykę niedawno poruszyło świetne The Mark Of Ninja na PC oraz X360, a obecnie na PSVitę dostępna jest kontynuacja wspomnianego wcześniej Shinobido. Pora zgasić światło, założyć słuchawki i naostrzyć katanę…


Fabuła: Główny wątek fabularny jest kontynuacją przygód z poprzedniej części. Po odzyskaniu pamięci, nasz główny bohater (wojownik ninja o imieniu Zen), musi rozprawić się ze swoim arcywrogiem, jednocześnie zbierając elementy magicznego lustra. Nie mamy tutaj do czynienia z chwytającymi za serce scenami i dramatycznymi wyborami, ale krótkie cutscenki i listy spełniają swoją rolę w informowaniu nas na bieżąco, jak rozwija się sytuacja. A na tą mamy wpływ, wykonując misje dla trzech lordów, próbujących przejąć władzę. Gdy zaczynamy naszą przygodę, każdy z nich przesyła nam zlecenia, i od nas zależy dalszy ciąg wydarzeń. Sami decydujemy komu pomożemy, kogo będziemy po cichu osłabiać i kto ostatecznie zwycięży, natomiast na wątek fabularny związany z osobistymi porachunkami Zen’a nie mamy wpływu.


Gameplay: Zaczynamy od wyboru zlecenia. Standardowo jednym z pierwszych jest zlikwidowanie niewygodnego handlarza. Nieduża wioska, kilku strażników i nasz cel spokojnie spożywający sake w zaciszu swojego domostwa. Nawet dla początkującego ninja takie zadanie to bułka z masłem, późniejsze zadania już nie są takie łatwe. Zaczynamy od pojedynczych celów, zbierania określonych materiałów, zwiadów, następnie dochodzą nieco trudniejsze misje transportowe, uprowadzenia lub zlecenia złodziejskie, a na wybijaniu całej armii czy oczyszczeniu terenu z dzikich zwierząt kończąc.
Wszystkie nasz poczynania mają wpływ na to, jaka jest kondycja każdego z trzech lordów, nad czym czuwa (jak twierdzą twórcy) Harakiri Engine. W praktyce ma to przełożenie na to, jak dobrze uzbrojeni są nasi wrogowie, jaka jest ich ilość i umiejętności. Podejmując zlecenie można faworyzować jednego władcę i gotować piekło dwóm pozostałym, lub osłabiać każdego po równo. Jeśli dodatkowo podczas misji nie damy się zauważyć, każdy będzie nas uwielbiał i przysyłał prezenty myśląc, że pracujemy tylko dla niego. Naiwniacy :)
Misje zaczynają się gdzieś na uboczu mapy, a tych niestety jest niewiele. Pobiegamy w lesie, górzystym terenie, małej wiosce, obozie i przy świątyni. Na szczęście mapy nie są małe a urozmaicone zadania nie pozwalają się na nich nudzić. Nasz bohater porusza się dość sprawnie, potrafi bardzo szybko biegać i wysoko skakać. Gdzie nie doskoczy, pomoże sobie linką z haczykiem, a nawet poszybuje jak latająca wiewiórka. Jeśli po cichu zakradniemy się do celu, możemy bezszelestnie go wyeliminować za pomocą naszej katany. Nasz ninja potrafi również wykonać specjalny atak (Zankoku), dzięki któremu możemy na odległość pozbyć się nieszczęśnika. Następny taki atak wykonanym dopiero po dłuższym czasie, gdy stosowny pasek się naładuje. W przypadku wywiązania się pojedynku (lub podczas walk z bossami) możemy atakować prostą kombinacją, podbić przeciwnika, rzucić lub wykończyć jednym ciosem kontrując jego atak w odpowiednim momencie. Zawsze można też uciec, zaszyć się gdzieś na chwilę i ponownie spróbować szczęścia gdy sytuacja się uspokoi.


Z misji zbieramy roślinki, grzyby i inne składniki, które potem możemy za pomocą alchemii przerobić w przydatne przedmioty. Dodajemy te składniki do kotła, i w zależności od ich atrybutów możemy uzyskać mieszankę uleczającą, wzmacniającą, przyśpieszającą, wybuchową, zatruwającą, ogłupiającą. Jeśli dodamy do tego fakt, że mieszanka może mieć kilka wybranych właściwości, to powstaje ogrom możliwości. Z przygotowanego wywaru robimy bombę, napój lub sushi. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby podrzucić strażnikowi wybuchowe sushi, które eksploduje w trakcie jedzenia.
Dodatkowo nasz ninja rozwija swoje umiejętności w trakcie swoich przygód. Im lepsza ocena na koniec misji (najlepiej pozostać niezauważonym i uwinąć się dosyć szybko), tym więcej otrzymujemy złota i doświadczenia. Za doświadczenie levelujemy naszą postać, rozwijając żywotność, siłę ataków, wytrzymałość na ciosy, zwiększając zasięg linki z haczykiem oraz ilość dodatkowych ataków Zankoku. Ekran dotykowy Vity pozwala łatwo sprawdzić, kto jest w pobliżu i jakie są jego zamiary. Gdy zbliżymy się do drugiej żyjącej istoty, pojawia się ikonka (oko) z prawej strony ekranu. Dotknięcie tej ikonki powoduje, że kamera ustawia się w kierunku tej osoby, co ułatwia orientację i pozwala w intuicyjny sposób wykorzystać ten dodatkowy zmysł naszego wojownika.


Wykonanie: Grafika stoi na dość przyzwoitym poziomie. Warto pochwalić wysoką rozdzielczość i dobrze wykonane modele postaci. Daleka widoczność pozwala ogarnąć cały teren (co było niemożliwe w przypadku poprzednika na PS2). Obecność silnika Havok daje nam dosyć realistyczną fizykę, chociaż nie obyło się bez efektu szmacianych lalek:) Muzyka jest bardzo klimatyczna, idealnie pasuje do epoki w której rozgrywają się wydarzenia i szybko wpada w ucho. W zależności od wydarzeń dostosuje się do sytuacji. Jest spokojna gdy pozostajemy niezauważeni, lekko nabiera tempa gdy wzbudzimy podejrzenia strażników a solidnie przyśpiesza gdy jesteśmy atakowani.


Warto zagrać: Wykonywanie misji wciąga jak bagno. Gdy już opanujemy sterowanie i obeznamy się nieco w terenie nikt nie jest w stanie nas zatrzymać. Mnogość możliwości jakie daje nam alchemia pozwala eksperymentować i stosować różne rozwiązania podczas naszych misji. Nic nie stoi na przeszkodzie aby zmontować ogromnie silną bombę, która rozniesie watachę wroga jednym celnym rzutem, lub po odpowiednio wyważonym napoju zamienić się w silnego, szybkiego, wytrzymałego „super-ninja” i nie przejmować się tym, że ktoś nas zauważy tylko ruszyć w wir walki. Jednak najwięcej satysfakcji daje skradanie i cicha eliminacja, dzięki czemu najszybciej rozwijamy naszą postać. Zwiększanie wytrzymałości lub siły jest wyraźnie odczuwalne i szybko zauważamy, jak potężny staje się nasz wojownik. Na początku niedoświadczony porażką rzuciłem się na dzikiego niedźwiedzia, po czym zostałem doświadczony porażką i musiałem się wycofać. Ale po kilkunastu misjach wróciłem w to miejsce i niedźwiedź nie miał już żadnych szans. Pierwszy raz grę ukończyłem w 11 godzin. I chociaż można ją ukończyć nawet w 3-4 godziny wykonując jedynie misje z wątku fabularnego, nic nie stoi na przeszkodzie aby skupić się na dodatkowych misjach (eliminowaniu bandytów, ochranianiu transportu, atakowaniu konwoju wroga) i przedłużyć ten czas o kilka albo kilkanaście godzin. Wpędzanie któregoś z władców w tarapaty a potem ratowanie go z opresji może odbywać się niemal w nieskończoność. I do całości tego obrazu dorzućmy jeszcze drugą grywalną postać:)


Mogło być lepiej: Misje są zróżnicowane, ale niestety wykonujemy je na małej liczbie map. Po kilku godzinach grania znamy na pamięć każdą lokację i już nawet nie zaskakuje nas nieco inne rozstawienie strażników. Większa liczba map na pewno przyczyniłaby się do większego zróżnicowania i nasz wojownik ninja nie biegałby po raz kolejny po tych samych dachach. Wykonanie, chociaż jest przyzwoite, nie pokazuje możliwości Vity. Modele postaci są dobrze wykonane, ale otoczenie jest nieco zbyt kanciaste. Nie przeszkadza mi to gdy poluję na jakiegoś kupca w wiosce, ale w lesie czy terenach górskich takie kanciaste środowisko niestety kłuje w oczy. Dodatkowo uważam, że gra miała potencjał aby zaimplementować w niej nieco więcej elementów RPG, jak chociażby zdobywanie nowych mieczy, zakładanie innych elementów ubioru które np. lepiej chronią przed ciosami ale są cięższe i poruszanie się w nich generuje więcej hałasu. Przydałoby się również odrobinę lepsze sterowanie i większy repertuar ciosów.


Świetny, przystępny „symulator” wojownika ninja. Posiada swoje wady, potrafi zdenerwować, ale podawany w małych ilościach smakuje bardzo dobrze. Bezkonkurencyjny na rynku. W dodatku na przenośną platformę.

Ocena: 7/10


czwartek, 25 lipca 2013

Jakie recenzje pojawią się na blogu Gracza Zniewolonego?

             Postaram się zamieszczać recenzje ciekawszych tytułów w jakie grałem i obecnie gram, a zwłaszcza tych niesłusznie odrzucanych, szybko zapominanych, pomijanych ale wartych przypomnienia i zagrania. Chociaż rzadko kupuję gry w dniu premiery (w tym roku był to tylko nowy Tomb Raider), to jednak może się zdarzyć, że zrecenzuję jakąś nowość. Głównie korzystam z PS3 oraz PSVity, rzadziej z PC, PS2 i PSP, dlatego większość recenzji będzie dotyczyło tych pierwszych platform. Po zakupieniu X360 również wzbogacę listę recenzji o exclusivy z tej konsoli. Liczę również na to, że Nintendo nieco poprawi sytuację w naszym kraju i uatrakcyjni ofertę dla swoich platform.
            Oddając się mojemu hobby zawsze staram się skupiać na pozytywnych aspektach gry, czerpiąc jak największą przyjemność z nawet najdrobniejszych zalet danej produkcji, przymykając oko na niedociągnięcia i wady. Na tym będę się skupiał tworząc recenzję: dlaczego warto zagrać, co jest fajnego w danej grze, co udało się twórcom dokonać. Jedynie ewidentne zepsucie danego aspektu gry i notorycznie drażniące lub wręcz uniemożliwiające korzystanie z produktu wady zostaną przeze mnie przedstawione i opisane.
            A oto szablon recenzji na blogu Gracza Zniewolonego:

Tytuł gry (platformy)
Deweloper:
Data wydania:

Opis produkcji.

Fabuła: Krótki opis fabuły, w jaki sposób jest przedstawiona, czy wzbogaca dany tytuł, chwyta za serce a może jest zbędna. Bez spoilerów:)

Gameplay: Tutaj będzie opisane w jaki sposób gramy w daną grę, co robimy, jaka jest mechanika.

Wykonanie: Opis zarówno wyglądu jak i brzmienia. W tym punkcie zwrócę uwagę na grafikę, technologie wzbogacające danych tytuł oraz udźwiękowienie i muzykę.

Warto zagrać: Tutaj znajdzie się sedno każdej recenzji. Postaram się opisać, dlaczego w dany tytuł warto zagrać, co daje najwięcej frajdy oraz jak długo będziemy się cieszyć daną grą.

Mogło być lepiej: Wszystko co sprawiłoby, że gra byłaby jeszcze lepsza i dostała lepszą ocenę znajdzie się w tym punkcie.

Ocena: od 1 do 10.

W przypadku recenzji na PSVitę zamieszczę jedynie screenshoty, natomiast recenzje gier z PS3, PSP, PS2, PC i X360 będą dodatkowo wzbogacone o filmiki z gameplay'em (umieszczane na Youtube).
Teraz wracam do grania, a już jutro pierwsza recenzja, zapraszam :)

środa, 17 lipca 2013

Playstation Vita – obecna sytuacja



            Czym jest Playstation Vita? W dwóch słowach: następcą PSP :) Oprócz grania, ta przenośna konsola daje nam możliwość surfowania po Internecie, robienia zdjęć, oglądania filmów czy słuchania muzyki. Standard, który posiada niemal każdy smartfon czy tablet. Jednak jeśli dodamy do tego lekki system operacyjny, precyzyjne sterowanie z dwiema gałkami, czułe żyroskopy, nie tylko ekran dotykowy ale również tylni panel oraz sprzęt maksymalnie zoptymalizowany pod tworzenie i portowanie gier, to daje nam obecnie jeden z najmocniejszych przenośnych sprzętów do grania.
 
Przekonałem się o tym kupując zestaw w całkiem niezłej promocji (konsola + gra + karta pamięci). Zaskoczyła mnie szybkość działania systemu operacyjnego (jeden z czterech rdzeni dba o to, aby poruszanie się po menu i przełączanie między aplikacjami odbywało się bez lagów), natomiast niemile zaskoczył mnie problem z uaktualnieniem oprogramowania, który wymagał kilku ponownych prób. Ale ostatecznie po kilku chwilach sprzęt był gotowy do grania. Jakość i wykonanie gier (zwłaszcza od Sony) dorównuje konsolom stacjonarnym obecnej generacji i przyznam, że do tej pory nie widziałem lepiej zrobione tytuły na najnowsze smartfony czy tablety. Nie mówiąc już o wygodniejszym sterowaniu, dzięki prawdziwym, „fizycznym” przyciskom, bez konieczności „miziania” i zasłaniania ekranu.
  


Niestety, po całkiem niezłej premierze na początku 2012 roku, Vita utknęła w błędnym kręgu. Mała ilość nowych gier powoduje słabą sprzedaż konsol, a słaba sprzedaż konsol powoduje brak zainteresowania tworzeniem nowych gier. W dodatku jest miażdżona przez Nintendo 3DS. Sytuację na pewno zmieniłaby premiera jakiegoś nowego hitu, i do tej pory nie jestem w stanie pojąć, dlaczego nie mamy nowego Monster Huntera na Vitę. Sama zapowiedź tego tytułu ożywiłaby sprzedaż Vity, tak jak to miało miejsce w przypadku PSP. I na pewno nie gorzej radziłaby sobie nowa część Gran Turismo czy God Of War.
Dodatkowo za słabą popularność i niezbyt dobrą sprzedaż osobiście winię również „profesjonalnych” branżowych dziennikarzy i recenzentów. Do tej pory nie są w stanie wskazać, dla jakich gier naprawdę warto posiadać Vitę. Ja dam Wam odpowiedź i w najbliższym czasie zamieszczę parę recenzji. Nie licząc kilku tytułów, większość ocen jakie dostają gry są moim zdaniem zaniżone. Dwa kardynalne błędy jakie popełnia większość osób zajmujących się recenzowaniem tytułów na Vitę to:
1) Granie bez przerwy.
Brzmi to trochę dziwnie, ale prawda jest taka, że w większość gier na Vitę (oraz inne przenośne platformy) najlepiej się gra krótkimi sesjami. Można powiedzieć, że „smakują” najlepiej podawane w małych ilościach i taki sposób korzystania często sugerują nawet sami twórcy (stąd często gra jest podzielona na dziesiątki krótkich misji, potyczek czy zadań). Przyjrzyjmy się w jaki sposób korzysta z Vity przeciętny użytkownik. Uruchamia konsolę w autobusie, pociągu, metrze, podczas podróży lub na wyjeździe. Zazwyczaj są to krótkie sesje, nie więcej jak godzinne, a czasami nawet kilkunastominutowe. Są też tacy, którzy grają w domu, czy to z doskoku lub wieczorami gdy gra solidnie wciągnie. Na pewno wygląda to zupełnie inaczej niż w przypadku konsol stacjonarnych i komputerów. A co musi zrobić branżowy recenzent? Przejść ten tytuł w ciągu dnia lub dwóch i wyskrobać recenzję, w dodatku zapewne został oderwany od innego tytułu, który przechodził na stacjonarce. I potem się okazuje, że misje są odtwórcze, gra jest monotonna lub szybko się nudzi. Na Androidzie oraz 3DS mamy wysyp tytułów, więc jest to na pewno mniej krzywdzące niż w przypadku Vity, gdzie tytułów jest mniej. Za to dodaję jeden punkt więcej do każdej recenzji jaką czytam.
2) Zapominanie o tym, że Vita jest konsolą przenośną.
Jak to się dzieje, że pierwsze mobilne Call Of Duty, z dobrym sterowaniem, ładną grafiką i niezłym multiplayerem zostaje jedną z najgorzej ocenionych gier 2012 roku? A sprawa Shinobido 2 też woła o pomstę do nieba. Wydana w 2006 roku na Playstation 2 pierwsza część tej składanki otrzymała dużo pochwał i wysokie oceny (7 lub 8 w 10-cio stopniowej skali). Na Vitę otrzymujemy kontynuację, która jest lepsza pod każdym względem od poprzedniczki i w dodatku praktycznie bezkonkurencyjna (nie licząc świetnej dwuwymiarowej skradanki Mark Of The Ninja) i ponownie zostaje jedną z najgorzej ocenionych gier. Recenzenci zapominają o fakcie, że Vita jest konsolą przenośną, często pomijając tą zaletę w recenzowaniu wielu tytułów, zwłaszcza gdy zostają one przeniesione bez prawie żadnej straty ze stacjonarnych sprzętów. Za to dodaje drugi punkt do każdej recenzji jaką czytam.


A ile pojawiło się artykułów zwiastujących upadek tej konsoli, przypisując jej los podobny do Dreamcasta? Setki…
Chociaż obecnie Vita znajduje się w niezbyt ciekawej pozycji, to na pocieszenie można dodać, że mimo wszystko sprzedaje się dwukrotnie lepiej od stacjonarnego next-gena Nintendo: WiiU. Premiera takich gigantów jak Killzone Mercenary oraz Tearaway na pewno też wymiecie nieco konsol z półek. Ja jestem z niej bardzo zadowolony, dlatego kończę tego posta, i wracam do grania :)